sobota, 5 września 2015

Wstęp

Będąc na obczyźnie rozpoczynam pisać bloga, co nie jest niczym nowym, bo z Holandii także pisałem i bardzo sobie to chwaliłem. Przygotowania do wyjazdu tradycyjnie nerwowe, ale jak mają być inne, jeżeli pod każdym ogłoszeniem o pokój już po godzinie widnieje kilkadziesiąt dopisków ‘pn!’ (privat nachricht/pryw. wiadomość). Miejsce jest dla jednej osoby, co rodzi pytanie, jak oni wszyscy gdzieś pozamieszkują, jak popyt odnajdzie podaż. Ja tego nie wiem, podobnie jak gdzie sam będę mieszkać od października, ale na razie trzeba się cieszyć wiedeńskim wrześniem.
Nazwa bloga to nawiązanie do austriackiej odmiany niemczyzny. W ogłoszeniach z opisem pokoju widziałem kilka razy tajemnicze Sessel. Sprawdziłem potem że to krzesło – mimo że wiedziałem iż krzesło to Stuhl. Potem zrozumiałem że to forma właściwa dla Austrii i polubiłem to słowo, bo wydaje się zniekształconym słowiańskim ‘krzesłem’, co bardziej słychać w ukraińskim ‘krislo’. Austriacki dialekt w ogóle wchłonął dużo od narodów poddanych Cesarstwu; z samego jedzenia: der Powidl, der Paradeiser (pomidor, wspólne z węg. i serb.), der Kukuruz (niem. nazwa der Mais), das Zuckerl (cukierek, niem. die Sussigkeit).
Melchior Wańkowicz opowiadał, że w byciu reportażystą potrzebna jest bezinteresowna ciekawość, która pchała go do takich rzeczy jak chodzenie za grupą turystów, aż dowie się skąd są. W tym sensie niezrozumiałe dla reportażysty jest pytanie „co cię to obchodzi?”. Blog to taki mały reportaż, ale ciekawości też potrzeba dużo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz