poniedziałek, 7 września 2015

Powitanie

Do Austrii jechałem z Katowic autokarem siedząc obok chłopaka z Australii. Gdy to spostrzegłem (na jego paszporcie), wywołało to mój uśmiech, bo pomyślałem że być może pomylił kraje. A że takie mylenie się zdarza, świadczy że w Austrii ukuto hasło z dedykacją dla zagranicy: „there are no kangaroos in Austria”. Mieliśmy kontrolę graniczną w Polsce, i to pięćdziesiąt kilometrów od granicy. Uchodźców się boją, czy co. Turki i Kazachstan mieli skrupulatnie sprawdzone, reszta normalnie.
Po jeździe lokomocyjnie nieprzyjemnej, Wiedeń przywitał mnie hindusami, którzy patrzyli na mnie ni to przyjaźnie, ni to lubieżnie. Poszedłem na metro z niemiłosiernie ciężką torbą - jednak te walizki na kółkach to przełomowy jest wynalazek. Zanim wszedłem do biura biletowego, postałem przed wejściem i niby to obserwowałem przechodniów, ale tak naprawdę wahałem się czy użyć angielskiego jak taki typowy turysta, czy spróbować po niemiecku i wyjść na grzecznego przyjezdnego, najwyżej kupując zły bilet. Widzę na wystawie napisy Fahrkarten, co oznacza że jednak nie trzeba stosować tego nieszczęsnego ‘Tickets’, które łupią w polskich podręcznikach do niemca. No więc podchodzę do kasy, proszę co potrzebuję, pani mi odpowiada, ja dopytuję o ulgę, pani zaprzecza, pytam o przesiadkę (okrężnie, bo nie wiem jak jest ‘przesiadka’), pani potwierdza, i gotowe – trzymam w ręku drogi, lecz właściwy bilet. Piękny akt dialogiczny, to dobrze wróży mojemu wspinaniu się z poziomu A2 (zawsze mi się wydawało, że to A jest tam od ‘analfabety’).


Jeśli chcesz się w pracy pochwalić którędy jeździsz, kup sobie breloczek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz